środa, 21 września 2011

Zaawansowane filtry w Gmail

Na niektórych kontach Gmail korzystam z dostępu POP3 lub IMAP z opcją usuwania wiadomości po pobraniu. Niestety, domyślnie listy wysłane po SMTP są zapisywane z etykietą "Wysłane" i pozostają w Gmailu. Można je usuwać ręcznie lub IMAP-em.

Postanowiłem dziś przyjrzeć się uważniej opcjom konta pocztowego i odkryłem, że sporo można osiągnąć przy pomocy zaawansowanych kryteriów wyszukiwania w filtrach. Kryteria można wpisać w polu "zawiera słowa", wspierane słowa kluczowe to np. label:sent filename:pdf is:read. Wiele pomysłów na ich wykorzystanie można znaleźć w artykule "20 Ways to Use Gmail Filters".

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Porcja linków (sierpień 2011)


  1. Porównanie serwerów różnych producentów: http://goldeneggs.fi/
  2. Dobre rady dla mających szansę na budowę datacenter od zera: http://blog.ioshints.info/2011/08/building-greenfield-data-center.html
  3. Łagodne wprowadzenie do specjalizowanych baz danych: http://markorodriguez.com/2011/04/30/putting-and-getting-data-from-a-database/
  4. Złośliwie wiewiórki i inny skryci światłowodożercy: http://blog.level3.com/2011/08/04/the-10-most-bizarre-and-annoying-causes-of-fiber-cuts/

niedziela, 21 sierpnia 2011

AS112

Co prawda od dawna nie mam nic wspólnego z utrzymaniem publicznych serwerów DNS, ale pamiętam, że codziennością były zapytania:
  1. o prywatne adresy IP, kierowane z publicznych adresów IP
  2. o dowolne adresy IP, kierowane z prywatnych adresów IP

W przypadku 2. (nieszczelny NAT i brak antispoofingu u ISP) możemy jedynie filtrować ruch przychodzący tak by nie zmuszać serwera DNS do udzielania odpowiedzi nieosiągalnym hostom.

W przypadku 1. pozostawało cierpliwe udzielanie negatywnych odpowiedzi z własnej konfiguracji lub przekazywanie do serwerów root . Skala tego zjawiska (kierowania do root-serwerów DNS zapytań o prywatną adresację) najwyraźniej stała się tak duża, że powstał projekt AS112. Jest to rozproszona farma serwerów DNS (anycast routing) do której uczestnik projektu może przekierować tego typu zapytania i śledzić trendy w statystykach. Z tego co widzę na razie nie ma uczestników z Polski. Ciekawe, czy ktoś się pojawi?

czwartek, 21 lipca 2011

Krępująca kontrola kosztów

Pisałem kiedyś o dyktacie business case oraz o wydumanych zapytaniach ofertowych. Dziś popijam sobie browarek, przeglądam zaległości w czytaniu RSS-ów i naszło mnie na wynurzenia o kolejnej potencjalnej patologii, czyli forsowaniu dokładnej kontroli kosztów. Pretekstem jest tekst "Beware the Cult of ROI".

Każdy wydatek powinien być opłacalny... myśl ta brzmi sensownie. Ale jak sprawdzić, czy jest opłacalny? Można wdrożyć monitoring kosztów. To również brzmi sensownie. :-) Problem pojawia się wtedy, gdy monitoring kosztów sam z siebie generuje narzut, a więc koszty. Koszty wsparcia systemów, zasobów ludzkich zaangażowanych w utrzymanie i raportowanie, koszty opóźnień w projektach, wreszcie trudne do uchwycenia koszty jak spadek morale pracowników, jeśli system staje się uciążliwy.

Taki problem jest dobrze znany w skali państwa (fiskalizm): "Ściąganie podatków w Polsce jest drogie".
Schodząc na poziom firmy, możemy mieć następującą sytuację: w ramach projektu trzeba zakupić serwery i oprogramowanie za kwotę około 100 tys. PLN. Co robimy? Przetarg. Po co? Gdyż uzyskamy niższą cenę.

O ile niższą cenę uzyskamy? O 3 tys. PLN? A może o 9 tys. PLN? Może. Kwota nie taka znów mała. Co jednak stracimy? Czas. A czas to pieniądz. ;) Na takim mini przetargu spokojnie możemy mieć kilka tygodni "do tyłu". To mogą być konkretne, utracone korzyści biznesowe. Do tego tracimy pracę ludzi. Dokładne przygotowanie zapytania ofertowego, rozesłanie, zebranie odpowiedzi, ocena—to wszystko nie robi się samo.

Jest też druga strona medalu—poluzowanie kontroli może skończyć się wywalaniem kasy na lewo i prawo i nieuzasadnionym wzrostem kosztów w całej organizacji w perspektywie kilku lat. Finanse tylko dzielnie bronią nas przed takim czarnym scenariuszem. ;-)

Kluczowe wydaje się zachowanie zdroworozsądkowego balansu. Jeśli ktoś jest już obdarzony zaufaniem i budżetem, nie ma sensu dodatkowo krępować jego wydatków. Zwłaszcza jeśli są ułamkiem tegoż budżetu, który ktoś kiedyś przyznał i dotyczą projektu, który ktoś kiedyś zlecił i zaakceptował. ;)

wtorek, 21 czerwca 2011

Słoneczny Polkomtel

Na Polkomtel zęby ostrzyło sobie wielu graczy, ale chyba tylko trzech faktycznie na to stać. ;) Nie ma się co dziwić, skoro wyceny oscylują w granicach 12-18 mld zł.

Mnie natomiast autentycznie ciekawi, czy Solorz-Żak zrobi z tego interes życia, czy może raczej potężnie wtopi? Co by nie mówić, to on a nie ja ma talent do biznesu i kupę forsy. ;) Z drugiej strony, jest to moloch o innej kulturze organizacyjnej niż Solorzowa; moloch tak wielki, że Solorz jest zwyczajnie za mały na ten zakup i musiał szukać partnerów.

Przykład P4 pokazał, że można było wejść na ten rynek inaczej i urwać spory kawałek tortu. Oczywiście asymetryczne stawki UKE bardzo w tym pomogły. ;)

Powiedzmy sobie szczerze, nie dywagujemy nad ceną deseru 12-18 zł. Przedział 12-18 mld zł oznacza, że płacąc 18 mld można np. przepłacić o 6 mld zł. To jest po prostu ogromny szmal, porównywany z całym majątkiem Solorza! Gdyby wydawać go przez 30 lat, to byłoby ponad 16 mln miesięcznie. Sądzę, że można by się za to bawić przednio w przyzwoitym luksusie. ;)

Byłaby niezła heca, gdyby Solorz w ostatniej chwili wycofał się zakupu Polkomtela i np. postanowił przejeść swoją kasę ;) lub wpompować ją w swoje istniejące biznesy telekomunikacyjne celem błyskawicznego odpalenia przygotowanych wcześniej deali.